Czasami życie układa nam się całkiem inaczej niż się tego spodziewaliśmy. W pewnym momencie naszego na pozór poukładanego życia dostajemy tak mocno po głowie, że cały nasz domek z kart wali się w jednym momencie.
Czy zdajesz sobie sprawę ile potrzeba siły i determinacji by stawić temu czoła i podjąć tak poważną decyzje jaką jest rozwód, nie mówiąc już o tym gdy podejmujesz ją przede wszystkim ze względu na dzieci. Ludzie spotykający cię na co dzień widzą twój uśmiech na twarzy ale nie widzą tego co przezywasz w środku. Dla nich liczy się tylko to co z zewnątrz, piękny dom, dobrze zarabiający mąż, dwójka cudownych dzieci,... złapała Pana Boga za nogi.
Tylko że tak naprawdę rzeczywistość jej życia to ciemne i samotne życie. Na każdym kroku czuje się niedoceniana, poniżana i traktowana jak nikt ważny i do tego głupi. Wśród znajomych pozory cudownego małżeństwa, a w domu krzyk, płacz i obelgi. Nawet nie wiesz jak bardzo boli przemoc psychiczna, jak ciężko słyszeć że jesteś nic nie warta i gdyby nie mąż Pan i Władca byłabyś nikim. Jak ciężko patrzeć na swoje dzieci, gdy wiesz że słyszą tatę który mówi do ich mamy że wygląda jak ku..wa w sukience z większym dekoltem, a przecież ta sukienka była kupowana z myślą o nim i o tym że wreszcie zauważy w tobie kobietę.
''Co najbardziej spodobało ci się w twojej żonie gdy ją pierwszy raz poznałeś? ...że nie musiałem się o nią starać bo na mnie leciała'' . Boli!!...O jak bardzo boli usłyszeć takie słowa z ust osoby przy której wiernie stałaś przez tyle lat. Poświeciłaś połowę swojego życia na tworzenie wspólnego domu a on wraca z pracy pijany i wymachuje pięściami nad twoją głową, grożąc przy tym że stoczy się na dno ale pociągnie za sobą i ciebie.
''Słyszałam że się rozwiodłaś...o jak mi przykro!''...usłyszałam z ust koleżanki. Przykro? do cholery, przykro ? Mnie wcale nie jest przykro, jestem wreszcie szczęśliwa, wreszcie oddycham pełną piersią, nie bojąc się że zaraz dostanie mi się za to że za długo byłam w sklepie albo że z Tobą rozmawiam bo przecież on tak bardzo cię nienawidził, zresztą jak każdą moją koleżankę. Szkoda że nie było Ci przykro gdy mój mąż nie wracał do domu na noc, gdy spotykał się za moimi plecami z inną, gdy wzywałam policje jak przyszedł po kolejnej imprezie wstawiony, lub gdy o 3 w nocy przywieźli go do domu w stanie przedawkowania środków odurzających.
Ostatnie lata upokorzeń, awantur i w samotności przepłakane noce utwierdziły mnie w przekonaniu że zasługuję na lepsze życie dla mnie i moich córek. Nie pozwolę na to by moje córki utrwaliły taki wzorzec mężczyzny. Nie było łatwo, momentami bałam się że nie dam rady i chciałam się poddać. Przerażała mnie myśl, że zostanę sama z dwójką dzieci bez pracy i żadnej perspektywy. Małe społeczeństwo w jakim mieszkam nie przyjmuje do wiadomości że można być nieszczęśliwym i nie chcieć już tak żyć...wyszłaś za mąż więc stój przy mężu na dobre i na złe bo przysięgałaś przed Bogiem, tylko że to złe spotkało mnie i moje dzieci, a na to nie pozwolę!
Wierzę że każda kobieta która wreszcie uświadamia sobie jak źle wygląda jej
małżeństwo i mimo nagonki społeczeństwa odważnie decyduje się na ten
trudny życiowy krok, jest silną i odważną kobietą, więc zasługuje na szacunek i podziw a nie na wytykanie palcami. Nie sztuka uśmiechać się do ludzi i udawać szczęście, piorąc brudy w czterech ścianach, sztuką jest stawić temu czoło, a później wyjść do ludzi i patrząc im w oczy powiedzieć ''tak, to ja się rozwiodłam i jest mi z tym kurewsko dobrze''.


Jakie to wszystko prawdziwe. Zgadzam sie ze wszystkim.Czekam na nowe posty i pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuń